Autor

 

 



Piotr Barański (ur.1986) Autor. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Zaprasza do odwiedzenia swojego profilu na Facebooku: https://www.facebook.com/Piotr-Bara%C5%84ski-poezja-1471196436527423/

Współpraca

Muzyków zainteresowanych napisaniem przeze mnie tekstu piosenki
zapraszam do wysłania wiadomości na adres: piotr.baranski.kontakt@gmail.com

Teksty piosenek

   



Dorota Korotkiewicz "Był dzieckiem"

Muzyka: Dorota Korotkiewicz
Słowa: Piotr Barański

"Był dzieckiem"

Nadejdzie znów taki wieczór

taka kolacja przy świecach
gdy dużo smaku dodaje
puściutki na stole talerz
gdy dużo smaku dodaje
puściutki na stole talerz

Nadejdzie znów taki wieczór
co tuż przed świtem jest przecież
bo chociaż noc, to czas dzienny
rozbłyska Światło imienne
bo chociaż noc, to czas dzienny
rozbłyska Światło imienne

Miłość została człowiekiem
w Betlejem wczesne oddechy
Ten, co odwiecznie jest Bogiem
chce mieszkać we mnie i w Tobie
Ten, co odwiecznie jest Bogiem
chce mieszkać we mnie i w Tobie

Człowiekiem została Miłość
dla ludzi się narodziła
Ten, co odwiecznie jest Bogiem
malutkim dzieckiem był sobie
Ten, co odwiecznie jest Bogiem
malutkim dzieckiem był sobie

Ten wieczór znów nadejdzie
chyba że wrócisz już Panie
Ten wieczór znów nadejdzie
chyba że wrócisz już Panie
o wróc...


Tomalak & Barański  "Ciepło zimą"    
https://www.youtube.com/watch?v=uYB6lvGmSRc
 
Muzyka: Jakub Tomalak
Słowa: Piotr Barański

"Ciepło zimą"

Chociaż na iglastych drzewach

śniegu teraz nam potrzeba
obyśmy w każdym czasie chcieli
ciepłej nieniknącej bieli

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
w duszach znika szron  tam płomień
ciepło zimą ciepła smak

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
wciąż uświadamiajmy sobie
jaki świat otrzymał Skarb

Oby każdy chciał mieć serce
a nie tylko serca mięsień
i niech to będzie takie wnętrze
które dobro uzewnętrznia

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
w duszach znika szron – tam płomień
ciepło zimą ciepła smak

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
wciąż uświadamiajmy sobie
jaki świat otrzymał Skarb

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
wciąż uświadamiajmy sobie
jaki świat otrzymał Skarb

Skarb co pełnię chce nam dać
Skarb co pełnię chce nam dać
Skarb co pełnię chce nam dać
Skarb co pełnię chce nam dać…
Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
wciąż uświadamiajmy sobie
świat otrzymał Skarb


Olga Jagieło "Łatwo"                    
https://www.youtube.com/watch?v=PPFvr-JVdgg 

Muzyka: Maciej Turkowski
Słowa: Piotr Barański

"Łatwo"

Czasem płyną ze szczęścia łzy

jak w trywialnej piosence
a czasami łez trzeba by
przypłynęło szczęście

Wiem że często spełnia się to
pod paradoksu nazwą
że tak łatwo wypada z rąk
to co lekkie za bardzo

Łatwo w śmiechu o łzy
łatwo w płaczu o śmiech
czasem szept jest jak krzyk
Łatwo w śmiechu o łzy
łatwo w płaczu o śmiech
a krzyk czasem jak szept
krzyk czasem jak szept

W oczach gości się mgłę
choć unika wzrok mgły
czasem łatwo o śnieg
czasem o ciepłe dni

Wiem że często spełnia się to
pod paradoksu nazwą
że tak łatwo wypada z rąk
to co lekkie za bardzo

Łatwo w śmiechu o łzy
łatwo w płaczu o śmiech
czasem szept jest jak krzyk
Łatwo w śmiechu o łzy
łatwo w płaczu o śmiech
a krzyk czasem jak szept
krzyk czasem jak szept

W oczach gości się mgłę
choć unika wzrok mgły
czasem łatwo o śnieg
czasem o ciepłe dni


Gabriela Blacha "Idziesz z nami"
https://www.youtube.com/watch?v=fFZw4jF9298

Muzyka: Gabriela Blacha-Cupiał
Słowa: Piotr Barański

"Idziesz z nami"


Pragniesz dla nas życia
byśmy mieli je
wiecznie najobficiej
bo tak w Niebie jest

Z Tobą już na Ziemi

tej wieczności start
no a w Twoim Niebie
pełny szczęścia smak

Drogą do Nieba

idziesz wraz z nami
byśmy przez Ciebie
byli wzmacniani

Drogą do Nieba

idziesz wraz z nami
i pragniesz tego
byśmy dotarli

Drogą do Nieba

idziesz wraz z nami
byśmy przez Ciebie
byli wzmacniani

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
i pragniesz tego
byśmy dotarli

Cudne wieczne życie

w takim Niebie jest
w którym nie z Księżycem
pełnia wiąże się

Z Tobą już na Ziemi

tej wieczności start
no a w Twoim Niebie
pełny szczęścia smak

Drogą do Nieba

idziesz wraz z nami
byśmy przez Ciebie
byli wzmacniani

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
i pragniesz tego
byśmy dotarli

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
byśmy przez Ciebie
byli wzmacniani

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
i pragniesz tego
byśmy dotarli


Anna Przedlacka "Mgła"     
https://www.youtube.com/watch?v=m0IK0Hg2_eI


Muzyka: Maciej Turkowski
Słowa: Piotr Barański


"Mgła"

Zaczął się już nowy dzień
nie było widać jak wstawał
miasto zakryte przez mgłę
mgła nawet siebie przesłania

Nie ukrywa tego że
ukradła znane obrazy
niebawem odda już je
te miejsca, domy i twarze

Czemu tak łatwo coś w nas
o wiele bardziej niż mgła
często zasłania nam kogoś
kogo widzimy tuż obok
często zasłania nam kogoś
przecież nie musi być tak

Znów pokazuje się świat
całkiem wyraźne ulice
gestykulacją drzew wiatr
próbuje siebie opisać

Czemu tak łatwo coś w nas
o wiele bardziej niż mgła
często zasłania nam kogoś
kogo widzimy tuż obok
często zasłania nam kogoś
przecież nie musi być tak


Wiersze



Piotr Barański MIASTO ROŚLINNE (2018, MaMiKo) 
 

Kilka wierszy z tomiku:



Kardiologia


Obrazy ze starego koncertu.
Dzisiaj publiczność trzyma w rękach
raczej inne światełka.
W porównaniu z nimi
tamte płomyki zapalniczek
wydają się bardziej pochodzić
z komórek.



Uczestnicy


nie mówi się wyraźnie o słońcu
w definicji horyzontu
o tym że istnieją tam miejsca
gdzie w odpowiednich chwilach i ono
pozornie styka się z wodą czy ziemią

jakby przyjmując że w tym
dotyku krawędzi tarczy
uczestniczy na dole
sam horyzont

jakby przyznając dotyk
dotykowi



Rzuty z autu


Meble, papier
i większość innych rzeczy,
które powstają z drzew – tak. Ale już
drewniane podłogi nie. Nie rzucają cieni,
choć drzewa są w nich tak samo
jak w powyższych przedmiotach za linią.



Gołębi umysł


Jako wyraz uznania
pióra składane
przed postacią graną
przez Russella Crowe’a.

I ptaki może tak
doceniają kogoś z miasta,
że kładą tu pióra
metodą gubienia.



Dalszy


Od kaset
zaczął się cd
winyli.



Reklamowa


Pytanie o to, czy
z wiatrem przesuwająca się
po chodniku ulotka
jest bardziej
obrazem wiernej służby,
czy dezercji
z kampanii.



Liczba


Odkąd mówi się
dużo o PR-ze,
wzrasta liczba pi.



Dyskproporcja


Pudełko ma dla płyty
w sobie mniej miejsca
niż płyta ma w sobie
dla pudełka,
mimo że tyle samo.



Wzór geometryczny


Wiele konturów,
choćby ścian, choćby książek,
znalazłoby boczne pokrewieństwo

w linii prostej.



Życie w obfitości


O najważniejszym najczytelniej.
Tylko w Chrystusie możemy kwitnąć
w pełni.





Piotr Barański RYM (2018, MaMiKo)



Kilka wierszy z tomiku:



Optyka



Potrzebującego,
który czasem
jest nieujawniony
potrafią przybliżać
oczy nieuzbrojone.



a b c d


litery użyte nie dla słowa traktuje się
przeważnie na dwa sposoby
albo w celach porządkowych czyli
poddaje się obróbce cyfrowej

albo robi się na nich testy



Lokalizacje


Nazwy miast na mapach umieszczane są obok punktów,
które odzwierciedlają położenie tych miejscowości. I tak – mamy Kraków

pod Krakowem, w miejscu, w którym w rzeczywistości może
nie występować to słowo. W przeciwieństwie do miasta,

gdzie choćby na tablicach wjazdowych, instytucjach, dworcu. Jednakże
mapy w tej kwestii nie mogą kłamać – posiadając słowo na sobie,

też dają mu miejsce.



Egzamin praktyczny



Permanentnie zastaje cyfry. Zawsze, gdy czegoś
jest ileś lub nie ma. Kiedy cyfra zdaje na liczbę,
nawet jedynka zalicza.



Polszczyzna



Kawka znaczy zależnie od kontekstu albo intencji,
a herbatę polszczyzna zdrabnia idealnie.
Przygotowała esencję.

 

Uniformy



Dress code niejako. Po strojeniu dźwięki
nadają się do pracy
na akord.





Wręczanie pojęć


Oceany stale
dystrybuują słowo kontynent dla lądów,
które zawsze, więc i teraz
zaopatrują wodę w ocean.



Ewangelia


Przyjście Miłości,
„aby owce miały życie
i miały je w obfitości”.




 
Piotr Barański KOMUNIKACJE (2017, MaMiKo) (Z "KOMUNIKACJI" usunąłbym polityczno-publicystyczny wiersz *** wydarzenia fakty wiadomości)


Kilka wierszy z tomiku:


***


tylko o świcie wschód
jest jednocześnie
kierunkiem
i ruchem

słońca wykonywanym
przez planetę



Techniki śledcze


Tramwaj, ktoś ze słuchawkami
wzywa palcem na przesłuchanie
płytę lub książkę.

Już na długo przed epoką smartekranów
świecono żarówką
w literaturę,
swingowano taśmy
na muzykę.



Wróble


W audycji przeczytano
kilka wpisów z dzisiaj.

Naturalne tweety
są lepsze
muzycznie.


Adresy


Kolejne skrawki ziemi
zamienione w tereny

budowy. Buduje się
ludzkie albo biurowe

adresy. Wszystko w nich

– poza ulicą, kodem
pocztowym, miastem –

dlatego to tak
czasochłonne.




Płyta


o następny blok z muralem

wielka płyta zaczyna mieć utwory

mieć okładki



Znaki czatu



Zdjęcia niezabezpieczone kliszą.

Rozmowy, które gwarantuje
kontrakt messendżerski.

Coraz częściej potrzebujemy profili,
żeby się zobaczyć
en face.



Wiersz bez pomysłu



Narzekania na model
podziału terytorialnego,
a przecież każdy by,

nie mając lepszego pomysłu,

albo w ogóle nie dzielił,
albo raz, a nagminnie
powołał powiaty

i województwa
na tym.



Logowanie



znakami towarowymi
zalogowano
oprócz produktów także sporo
widocznych miejsc

i odtąd o ten szyld
czy o ten biurowiec
wyglądają na markowe

i na podrobione bo firmy ze znaków

nie robiły ich



Przetwórczość


Supermarket. Kolejki do kas. Wózki,
które bez promocji stanieją o jeden złoty

czy dwa po odprowadzeniu. Zawierające
materiał na kupno. Zawsze tego wystarcza
na jednoczesne otrzymanie sprzedaży.

W bagażnikach zakupy, cięższe o paragon,
siatki i logo. Choćby z tego parkingu
ruszyć z chlebem dla kogoś. Z dóbr

uzyskać dobro.



Pokój


Każdy dom, który nad ranem zostaje
w mieszkaniu, może mieć najwyżej
funkcję przypominania się ciepłem.

Jedynym pokojem, z którego przytulności
można nie wychodzić, chodząc po świecie
jest pokój Chrystusa.


 
                                                                                                                                                                  Copyright Piotr Barański

Proza

Miniatury prozą:

Piotr Barański

Szklarze

 
Szyba, którą mróz wstawił nocą w ramę stawu została wybita bez kamienia. Bez rzutu czymkolwiek. Temperatura, wchodząc rano po stopniach, musiała to sprawić. Zobaczyłem w tym parku zgarbioną kobietę z naszej ulicy. Mijała pokruszone szkło stawu, pchała wózek z chrustem.
   Mieszkała w najmniejszym domu w dzielnicy, w starej prawie-ruderze na zarośniętej działce. Czasem, gdy budynek kulił się za zielskiem, nie było wiadomo, czy kobieta musi otwierać w nim okna, czy przewiew dają jej same szyby, może już niepełne. Zwykle po burzach i wichurach ktoś z sąsiadów pytał ją, czy nie potrzebuje przypadkiem wizyty szklarza. Parę razy go tam sprowadzaliśmy. Odpłatnie wyręczał wiatr w naprawieniu szkody – wiatr, o ile szyby nie pękały po prostu w szwach biedy.
   Opłacaliśmy też kilku innych potrzebnych fachowców; musieli stawać się geriatrami dla różnych narządów tego domu. Szklarz był u niej również niedawno, tej zimy. Wypełnił ramę nową przezroczystością, a potem okna uszczelnił. Chrust, który pani Aga zabrała z parku służył być może do ogrzewania; przynosiliśmy jej drewno, ale przywoziła też suche gałęzie z różnych miejsc, chyba na wszelki wypadek. Kit w oknach miał przecież być strażą graniczną, zatrzymującą ciepło na przejściu, a chłód za szlabanem.
   Karol, zostawiamy przy furtce, widziałem, jak pojechała – mówił do mnie sąsiad, nazywając pchanie wózka jazdą. Zawieszaliśmy na ogrodzeniu siatki z żywnością albo kładliśmy na chodniku. Pani Aga nie zawsze miała na „taczce” miejsce, by je zabrać. Przywoziła makulaturę, jakiś złom, puste butelki, żeby potem to dopchać do skupów. Nieraz musiała pewnie wyładować wózek i wrócić z nim spod domu po reklamówki. Nie we wszystkim pozwalała sobie pomóc.
   Przed jej ogrodzeniem znajdowały się duże, niewidzialne, ale całkiem nieprzezroczyste szyby. Zimni szklarze, którzy je umieścili, chcieli nie zauważać tego domu. I chociaż stało się to w ich myślach, było obecne w tym miejscu. Przechodziliśmy przez to szkło, podchodząc do furtki i ono chyba się nie tłukło. Zbiłoby się, gdyby temperatura w ich wnętrzach zaczęła wchodzić po stopniach.



Piotr Barański

Tkanka śnieżna


Przed snem długo patrzyłem przez okno. Szyba transmitowała wyścig płatków śniegu, oświetlony latarniami. Było w nim zbyt gęsto od uczestników, by kibicować konkretnemu. – Krzyś, do łóżka. Położyłem się więc, ale chciałem spać jak najkrócej, szybko móc wrócić do tego obrazu.
   Obudziłem się tuż po szóstej i zaraz odsunąłem zasłony. Było już po wyścigu, choć jeszcze kilka płatków docierało do mety. Na chodniku zobaczyłem ciąg śladów obuwia. Buty nie przebiły tkanki śnieżnej, nocą usypanego miastu nabłonka.
   Te ślady to był zapis; fragment dziennika pisanego przez czyjeś stopy na mokrym, grubym arkuszu. Sprawozdanie z chodu, bez słów, pełne spacji i tropów. Po dwóch godzinach ulica wysyłała do okna widok sterty takich sprawozdań. Tropy nałożyły się na siebie i już nie można było ich podjąć, nawet tych, które były na wierzchu.
   Potem płatki znowu tłumnie emigrowały z chmur, a ziemia przyjmowała w całości ten napływ. Około czternastej śnieg ponownie gotowy był służyć jako czysty notes dla stóp. Te szczególne pamiętnikarki odnotowują to, co robią, gdy tylko mają możliwość, nie dodając przy tym żadnego komentarza. Piszą dziennik w samym trakcie wydarzeń. Potrzebny im piasek, mokra ziemia albo właśnie śnieg, chyba że na innych powierzchniach korzystają z atramentu błota. A może notują bez przerwy, z każdym krokiem, lecz przeważnie niewidzialnie – i dają o tym czasem znać przez liść czy kamyk, leżące w danym miejscu, przeniesione na podeszwie i oznaczające w zapiskach po prostu ten fakt? I powstają dzienniki kroków, diariusze, których tylko śladowa ilość nam się ujawnia, po czym niknie.
   Następnego dnia pojechaliśmy do rodziny na wieś. Parę zabudowań, kilka pól w pobliżu lasu. Tutaj pomieściło się jeszcze więcej śniegu niż w mieście. Wiele sprawozdań z chodu odcisnęły nóżki kur.
   Po południu był kulig. Opatuleni kocem sunęliśmy leśną drogą na polanę. Sanie nie używały spacji w swoim dzienniku, a i tak spacji było mnóstwo między śladami płoz. Wysiedliśmy na polanie i szliśmy w stronę rozpalanego ogniska. Śnieg trzeszczał i chrzęścił tak jak tkanka chrzęstna.
   Wieczorem opisałem ten czas szczegółowo na kartce, która później wyparowała, która miała nie topnieć.                    

Piotr Barański

Herbata z korzeniami

Mieszkańcy czterech bloków wydeptali tę ścieżkę. Dosyć szeroka, biegnie pomiędzy strefą drzew a tym, co zostało z trawy; dalej znajduje się chodnik, dłuższa droga do domu. Mniej więcej dwa lata temu zauważyłem przy ścieżce torebkę zaparzonej herbaty. Wyróżniała się wśród śmieci z przewagą petów. Ten widok powtarzał się – co jakiś czas na ziemi zużyty od wrzątku woreczek, połączony z metką producenta. Dostrzegałem to o każdej porze – zimą, gdy dodaje się miodu i imbiru do herbaty, latem, gdy wzrasta ochota na ice tea, wiosną, która sama pachnie jak dobry napar i jesienią, kiedy drzewa stają się herbaciane. Te, które rosną przy ścieżce to prawdopodobnie niewycięty fragment lasu, tu przecież miasto graniczy z lasem.
   Po dłuższym czasie zauważyłem, że wszystkie te torebki pojawiały się tylko przy drzewach, których korzenie wystawały z ziemi. Nadal nie wiedziałem, kto pił herbatę w tych miejscach. Niedawno, przechodząc tą ścieżką o nietypowej dla mnie godzinie, usłyszałem w niedoskonałym akcencie: dzień dobry, panie Wiktorze. Mieszkający w moim bloku od ponad dwóch lat obcokrajowiec witał mnie, stojąc przy drzewie. W ręce trzymał kubek, blisko pnia znajdował się niewielki termos. Nie umiałem zapamiętać imienia sąsiada, odpowiedziałem mu więc tylko dniem dobrym, powszednim życzeniem w mianowniku. Pan poczeka, ja też wracam – powiedział i wylał z kubka niewielką ilość esencji na ziemię. Zacząłem temat, mówiąc o intrygujących mnie torebkach przy ścieżce, o tym, że nie spodziewałem się tego, kto je pozostawia. Dobrze posługiwał się naszym językiem, przebywał w naszym kraju od czasu studiów. Odpowiedział: uzna mnie pan za obłąkanego, ale, tak, przychodzę tu wypić herbatę, patrzę na wystające korzenie i wyobrażam sobie, że piję ją z moimi korzeniami, z tym wszystkim, z czego się wziąłem. Potrzebuję tego. Na koniec dzielę się naparem z drzewem, niech łyknie przez korzenie. Musiałem nie zauważać, że wypadały mi torebki, posprzątam, jeżeli trzeba.
   Kilka dni temu jechałem z nim windą. W przezroczystej reklamówce trzymałem kupione cytryny. Bez żadnej ironii powiedziałem: proszę wziąć jedną, może wrzuci pan sobie plaster do herbaty – choć to niezdrowe – gdy będzie pan szedł napić się przy drzewie. Odparł: dziękuję, ale sam pan wie, jak łatwo coś upuszczam i zostawiam.

Piotr Barański

Ucho
 
Zawsze widziałem w znaku zapytania ucho. Wystarczyło zobaczyć: "?". Ucho wyczekujące odpowiedzi. Ucho nad kropką. W kropce, czyli w punkcie, dostrzegałem zaś znak odpowiedzi. Szczególnie tej, która trafia w punkt. Kropka potwierdza przecież  odpowiedź, a trafną pieczętuje.
   Z czasem pytajnik zaczął mi się nawet jawić jako ucho z kolczykiem, właściwie z linką kolczyka. Kropka pełniła rolę perły w tym skojarzeniu. Wiązałem ją w końcu z odpowiedzią, to znaczy z czymś cennym. Nie zawsze jednak koniecznym, chwała Bogu.
   Widziałem od razu, że w znaku zapytania, pomiędzy linką kolczyka a kosztownością (kropką) istnieje rozstęp. Tak jakby ucho próbowało dosięgnąć brylantu. Szczelina. O jej wielkości decyduje charakter pisma lub czcionka; zawsze jednak to graficznie niewielka luka, jakby niewypowiedziane oczekiwanie, by taka była również faktycznie. Rzeczywista odległość od pytania do odpowiedzi bywa przecież niemała. Tak jak zresztą dystans pomiędzy słuchem a usłyszeniem.
   Znak zapytania widziałem więc jako ucho przekłute. Przygotowane na kolczyk, choć nie zawsze gotowe. Ale czy kolczyk będzie perłą? Czy linka zawsze się z czymś złączy? Czy pojawi się po prostu odpowiedź? Ucho przedziurawione… By odpowiedź można było nosić.
   Filip będzie pytał – nieraz słyszałem od jednej nauczycielki w podstawówce. Podobno nadstawiałem uszu, zanim wypowiedziałem pytanie. Ucho zaczęło więc uczestniczyć w odruchu. I słyszeć nieraz odruchowe odpowiedzi.
   Jeszcze później, nie tylko widziałem w pytajniku ucho przyszykowane do noszenia biżuterii, zacząłem też dostrzegać oblicza pytań. Jeżeli było już ucho, to musiało być i oblicze. I tak rozróżniałem twarze pytań: saute i umalowane, szlachetne i wykolejone, młode i pomarszczone etc.
   Te wszystkie oblicza miały jednak ucho tylko z jednej strony i wydaje się, że niektóre z nich to twarze van Goghów, facjaty pytań oszalałych. A te zdrowe może po prostu kryją drugie ucho, chroniąc je przed mrozem lub nami.


 





                                                                                                                                                            Copyright Piotr Barański

Kontakt

Adres do kontaktu: piotr.baranski.kontakt@gmail.com


31435
teksty piosenek pisanie tekstów piosenek pisanie piosenek autor tekstów poezja poeta wiersze proza