Autor

 

 



Piotr Barański (ur.1986) Autor. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Zaprasza do odwiedzenia swojego profilu na Facebooku: https://www.facebook.com/Piotr-Bara%C5%84ski-poezja-1471196436527423/

Współpraca

Muzyków zainteresowanych napisaniem przeze mnie tekstu piosenki
zapraszam do wysłania wiadomości na adres: piotr.baranski.kontakt@gmail.com

Teksty piosenek

Rafał Borkowy i Basia Klenczar "Ciepłe kraje"
https://www.youtube.com/watch?v=-V-vDNGYIAs

Muzyka: Rafał Borkowy
Słowa: Piotr Barański

"Ciepłe kraje"

Choćby tam często padał śnieg
jakoś dla ciebie i tak jest
ciepłym obszarem
Gdy żyjesz pośród innych miejsc
nieraz chcesz móc uścisnąć się
ze swoim krajem
ze swoim krajem

Bo najlepiej znasz się z takim krajem

z którym by przejść na „ty”
nie wypadało
i do którego niedobrze
zwracać się per „państwo”
Bo można tylko użyć słów
które usynawiają
choćbyś był, choćbyś nie był
dzieckiem kraju od zawsze

choćbyś był, choćbyś nie był
dzieckiem kraju od zawsze

Mają swe ambasady w nas

czasami większe niż gdzieś gmach
wybudowany
gmach wybudowany
Choćby ojczyzny skuwał lód
wciąż będą jawić się wśród snów
jak ciepłe kraje
jak ciepłe kraje

I najlepiej znasz się z takim krajem
z którym by przejść na „ty”
nie wypadało
i do którego niedobrze
zwracać się per „państwo”
Bo można tylko użyć słów
które usynawiają

I najlepiej znasz się z takim krajem

z którym by przejść na „ty”
nie wypadało
i do którego niedobrze
zwracać się per „państwo”
Bo można tylko użyć słów
które usynawiają
choćbyś był, choćbyś nie był
dzieckiem kraju od zawsze
choćbyś był, choćbyś nie był
choćbyś był, choćbyś nie był


Piotr Barański "Wśród miłości"

https://www.youtube.com/watch?v=tUCU2Lh0ZAM
(zasadą jest, że piosenki z moimi tekstami są nagrywane studyjnie i wykonywane przez muzyków; "Wsród miłości" to wyjątek, spróbowałem to zaśpiewać sam, czego kompletnie nie potrafię robić)

Muzyka i słowa: Piotr Barański

"Wśród miłości"

Wśród miłości są łapowniczki
chcą by dać im koperty za szczęście
Wśród miłości jest najprawdziwsza
która prosi w swym manifeście:

Nie mówcie mi że muszę być za coś
Nie mówcie tak: przecież musisz mieć motyw
Pierwsze brzmi jak
głos gdzieś w skupie gdy płacą
a drugie jak
z kryminałów zwroty

Nie mówcie mi: dlaczego i po co
Nie mówcie tak: musisz mieć w tym interes
To pierwsze brzmi
jak zwyczajny filozof  
Drugie jak motto pazernych

Wśród miłości są hochsztaplerki
co odciągać chcą nas od prawdziwej
Tej pokornej a takiej wielkiej
której często to się wyrywa:

Nie mówcie mi że muszę być za coś
Nie mówcie tak: przecież musisz mieć motyw
Pierwsze brzmi jak
głos gdzieś w skupie gdy płacą
a drugie jak
z kryminałów zwroty

Nie mówcie mi: dlaczego i po co
Nie mówcie tak: musisz mieć w tym interes
To pierwsze brzmi
jak zwyczajny filozof
Drugie jak motto pazernych


Rafał Borkowy "Dwa słowa"
https://www.youtube.com/watch?v=ewPO0T41RRw

Muzyka: Rafał Borkowy
Słowa: Piotr Barański

"Dwa słowa"

Słyszałem na placu zabaw
niezamierzoną tę mądrość
gdy dziecko tak powiedziało:
nie wojno
nie wojno
nie wojno

Trzymam to odtąd w pamięci
dwa słowa a wielki cytat
„nie, wojno” to znaczy wojnę
odpychać
odpychać
odpychać

Pomyśl dziś czy my też
wojnom mówimy nie
czy mówimy też najmniejszym wojnom:
nie wolno
Czas przecieka ulewnie przez
zaciśnięte palce
w międzyludzkiej walce

Niemało takich najmniejszych
toczy się wojen na globie
gdy dwie osoby wojują
ze sobą
ze sobą
ze sobą

Pomyśl dziś czy my też
wojnom mówimy nie
czy mówimy też najmniejszym wojnom:
nie wolno
Czas przecieka ulewnie przez
zaciśnięte palce
w międzyludzkiej walce
 
Trzymam to odtąd w pamięci
dwa słowa a wielki cytat
„nie, wojno” to znaczy wojnę
odpychać
 
Pomyśl dziś czy my też
wojnom mówimy nie
czy mówimy też najmniejszym wojnom:
nie wolno
Czas przecieka ulewnie przez
zaciśnięte palce
w międzyludzkiej walce

Pomyśl dziś czy my też
wojnom mówimy nie
czy mówimy też najmniejszym wojnom:
nie wolno
Czas przecieka ulewnie przez
zaciśnięte palce
w międzyludzkiej walce


Tomalak & Barański  "Rzut słów na wiatr"
https://www.youtube.com/watch?v=hzg1TkzZR4A

Muzyka: Jakub Tomalak
Słowa: Piotr Barański

"Rzut słów na wiatr"

To takie zdanie
nieraz słyszane:
odezwiemy się
znamy twój numer wiesz

Nie dotrzymali
słów które dali
jakby numer ten
jakoś cyfr pozbył się

Nie jak rzut dyskiem taki rzut
że jest na wietrze ileś słów
bo tam rozwianie czeka je

Rzut słów na wiatr
nie sport lecz faul
po co trenować to
Rzut słów na wiatr
rzut słów na aut
tam takie puste są

Ktoś coś obiecał
pisał, powiedział
i czy spełni to
czy ta treść zajdzie mgłą

Gdy do słów waga
nieprzykładana
puste stają się
łatwo tak lecą gdzieś

Nie jak rzut dyskiem taki rzut
że jest na wietrze ileś słów
bo rozwiewają wtedy się

Rzut słów na wiatr
nie sport lecz faul
po co trenować to
Rzut słów na wiatr
rzut słów na aut
tam takie puste są

Rzut słów na wiatr
nie sport lecz faul
po co trenować to
Rzut słów na wiatr
rzut słów na aut
tam takie puste są

Rzut słów na wiatr
Rzut słów na wiatr
Rzut słów na wiatr


Dorota Korotkiewicz "Był dzieckiem"

Muzyka: Dorota Korotkiewicz
Słowa: Piotr Barański

"Był dzieckiem"

Nadejdzie znów taki wieczór
taka kolacja przy świecach
gdy dużo smaku dodaje
puściutki na stole talerz
gdy dużo smaku dodaje
puściutki na stole talerz

Nadejdzie znów taki wieczór
co tuż przed świtem jest przecież
bo chociaż noc, to czas dzienny
rozbłyska Światło imienne
bo chociaż noc, to czas dzienny
rozbłyska Światło imienne

Miłość została człowiekiem
w Betlejem wczesne oddechy
Ten, co odwiecznie jest Bogiem
chce mieszkać we mnie i w Tobie
Ten, co odwiecznie jest Bogiem
chce mieszkać we mnie i w Tobie

Człowiekiem została Miłość
dla ludzi się narodziła
Ten, co odwiecznie jest Bogiem
malutkim dzieckiem był sobie
Ten, co odwiecznie jest Bogiem
malutkim dzieckiem był sobie

Ten wieczór znów nadejdzie
chyba że wrócisz już Panie
Ten wieczór znów nadejdzie
chyba że wrócisz już Panie
o wróc...


Tomalak & Barański  "Ciepło zimą"    
https://www.youtube.com/watch?v=uYB6lvGmSRc
 
Muzyka: Jakub Tomalak
Słowa: Piotr Barański

"Ciepło zimą"

Chociaż na iglastych drzewach
śniegu teraz nam potrzeba
obyśmy w każdym czasie chcieli
ciepłej nieniknącej bieli

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
w duszach znika szron – tam płomień
ciepło zimą ciepła smak

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
wciąż uświadamiajmy sobie
jaki świat otrzymał Skarb

Oby każdy chciał mieć serce
a nie tylko serca mięsień
i niech to będzie takie wnętrze
które dobro uzewnętrznia

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
w duszach znika szron – tam płomień
ciepło zimą ciepła smak

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
wciąż uświadamiajmy sobie
jaki świat otrzymał Skarb

Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
wciąż uświadamiajmy sobie
jaki świat otrzymał Skarb

Skarb co pełnię chce nam dać
Skarb co pełnię chce nam dać
Skarb co pełnię chce nam dać
Skarb co pełnię chce nam dać…
Tyle wokół dekoracji
w domach świateł emanacji
wciąż uświadamiajmy sobie
świat otrzymał Skarb


Olga Jagieło "Łatwo"                    
https://www.youtube.com/watch?v=PPFvr-JVdgg

Muzyka: Maciej Turkowski
Słowa: Piotr Barański

"Łatwo"

Czasem płyną ze szczęścia łzy
jak w trywialnej piosence
a czasami łez trzeba by
przypłynęło szczęście

Wiem że często spełnia się to
pod paradoksu nazwą
że tak łatwo wypada z rąk
to co lekkie za bardzo

Łatwo w śmiechu o łzy
łatwo w płaczu o śmiech
czasem szept jest jak krzyk
Łatwo w śmiechu o łzy
łatwo w płaczu o śmiech
a krzyk czasem jak szept
krzyk czasem jak szept

W oczach gości się mgłę
choć unika wzrok mgły
czasem łatwo o śnieg
czasem o ciepłe dni

Wiem że często spełnia się to
pod paradoksu nazwą
że tak łatwo wypada z rąk
to co lekkie za bardzo

Łatwo w śmiechu o łzy
łatwo w płaczu o śmiech
czasem szept jest jak krzyk
Łatwo w śmiechu o łzy
łatwo w płaczu o śmiech
a krzyk czasem jak szept
krzyk czasem jak szept

W oczach gości się mgłę
choć unika wzrok mgły
czasem łatwo o śnieg
czasem o ciepłe dni


Gabriela Blacha "Idziesz z nami"
https://www.youtube.com/watch?v=fFZw4jF9298

Muzyka: Gabriela Blacha-Cupiał
Słowa: Piotr Barański

"Idziesz z nami"

Pragniesz dla nas życia
byśmy mieli je
wiecznie najobficiej
bo tak w Niebie jest

Z Tobą już na Ziemi
tej wieczności start
no a w Twoim Niebie
pełny szczęścia smak

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
byśmy przez Ciebie
byli wzmacniani

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
i pragniesz tego
byśmy dotarli

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
byśmy przez Ciebie
byli wzmacniani

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
i pragniesz tego
byśmy dotarli

Cudne wieczne życie
w takim Niebie jest
w którym nie z Księżycem
pełnia wiąże się

Z Tobą już na Ziemi
tej wieczności start
no a w Twoim Niebie
pełny szczęścia smak

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
byśmy przez Ciebie
byli wzmacniani

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
i pragniesz tego
byśmy dotarli

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
byśmy przez Ciebie
byli wzmacniani

Drogą do Nieba
idziesz wraz z nami
i pragniesz tego
byśmy dotarli


Anna Przedlacka "Mgła"     
https://www.youtube.com/watch?v=m0IK0Hg2_eI

Muzyka: Maciej Turkowski
Słowa: Piotr Barański

"Mgła"

Zaczął się już nowy dzień
nie było widać jak wstawał
miasto zakryte przez mgłę
mgła nawet siebie przesłania

Nie ukrywa tego że
ukradła znane obrazy
niebawem odda już je
te miejsca, domy i twarze

Czemu tak łatwo coś w nas
o wiele bardziej niż mgła
często zasłania nam kogoś
kogo widzimy tuż obok
często zasłania nam kogoś
przecież nie musi być tak

Znów pokazuje się świat
całkiem wyraźne ulice
gestykulacją drzew wiatr
próbuje siebie opisać

Czemu tak łatwo coś w nas
o wiele bardziej niż mgła
często zasłania nam kogoś
kogo widzimy tuż obok
często zasłania nam kogoś
przecież nie musi być tak

Wiersze



Piotr Barański MIASTO ROŚLINNE (2018, MaMiKo) 
 

Kilka wierszy z tomiku:



Kardiologia


Obrazy ze starego koncertu.
Dzisiaj publiczność trzyma w rękach
raczej inne światełka.
W porównaniu z nimi
tamte płomyki zapalniczek
wydają się bardziej pochodzić
z komórek.



Uczestnicy


nie mówi się wyraźnie o słońcu
w definicji horyzontu
o tym że istnieją tam miejsca
gdzie w odpowiednich chwilach i ono
pozornie styka się z wodą czy ziemią

jakby przyjmując że w tym
dotyku krawędzi tarczy
uczestniczy na dole
sam horyzont

jakby przyznając dotyk
dotykowi



Rzuty z autu


Meble, papier
i większość innych rzeczy,
które powstają z drzew – tak. Ale już
drewniane podłogi nie. Nie rzucają cieni,
choć drzewa są w nich tak samo
jak w powyższych przedmiotach za linią.



Gołębi umysł


Jako wyraz uznania
pióra składane
przed postacią graną
przez Russella Crowe’a.

I ptaki może tak
doceniają kogoś z miasta,
że kładą tu pióra
metodą gubienia.



Podatek liniowy


Ani wody, ani lądy
nie doznają uszczupleń,
fundując horyzont.



Dalszy


Od kaset
zaczął się cd
winyli.



Reklamowa


Pytanie o to, czy
z wiatrem przesuwająca się
po chodniku ulotka
jest bardziej
obrazem wiernej służby,
czy dezercji
z kampanii.



Liczba


Odkąd mówi się
dużo o PR-ze,
wzrasta liczba pi.



Dyskproporcja


Pudełko ma dla płyty
w sobie mniej miejsca
niż płyta ma w sobie
dla pudełka,
mimo że tyle samo.



Wzór geometryczny


Wiele konturów,
choćby ścian, choćby książek,
znalazłoby boczne pokrewieństwo

w linii prostej.



Życie w obfitości


O najważniejszym najczytelniej.
Tylko w Chrystusie możemy kwitnąć
w pełni.





Piotr Barański RYM (2018, MaMiKo)



Kilka wierszy z tomiku:



Optyka



Potrzebującego,
który czasem
jest nieujawniony
potrafią przybliżać
oczy nieuzbrojone.



a b c d


litery użyte nie dla słowa traktuje się
przeważnie na dwa sposoby
albo w celach porządkowych czyli
poddaje się obróbce cyfrowej

albo robi się na nich testy



Lokalizacje


Nazwy miast na mapach umieszczane są obok punktów,
które odzwierciedlają położenie tych miejscowości. I tak – mamy Kraków

pod Krakowem, w miejscu, w którym w rzeczywistości może
nie występować to słowo. W przeciwieństwie do miasta,

gdzie choćby na tablicach wjazdowych, instytucjach, dworcu. Jednakże
mapy w tej kwestii nie mogą kłamać – posiadając słowo na sobie,

też dają mu miejsce.



Egzamin praktyczny



Permanentnie zastaje cyfry. Zawsze, gdy czegoś
jest ileś lub nie ma. Kiedy cyfra zdaje na liczbę,
nawet jedynka zalicza.



Polszczyzna



Kawka znaczy zależnie od kontekstu albo intencji,
a herbatę polszczyzna zdrabnia idealnie.
Przygotowała esencję.

 

Uniformy



Dress code niejako. Po strojeniu dźwięki
nadają się do pracy
na akord.





Wręczanie pojęć


Oceany stale
dystrybuują słowo kontynent dla lądów,
które zawsze, więc i teraz
zaopatrują wodę w ocean.



Ewangelia


Przyjście Miłości,
„aby owce miały życie
i miały je w obfitości”.




 
Piotr Barański KOMUNIKACJE (2017, MaMiKo) (Z "KOMUNIKACJI" usunąłbym polityczno-publicystyczny wiersz *** wydarzenia fakty wiadomości)


Kilka wierszy z tomiku:


***


tylko o świcie wschód
jest jednocześnie
kierunkiem
i ruchem

słońca wykonywanym
przez planetę



Techniki śledcze


Tramwaj, ktoś ze słuchawkami
wzywa palcem na przesłuchanie
płytę lub książkę.

Już na długo przed epoką smartekranów
świecono żarówką
w literaturę,
swingowano taśmy
na muzykę.



Wróble


W audycji przeczytano
kilka wpisów z dzisiaj.

Naturalne tweety
są lepsze
muzycznie.


Adresy


Kolejne skrawki ziemi
zamienione w tereny

budowy. Buduje się
ludzkie albo biurowe

adresy. Wszystko w nich

– poza ulicą, kodem
pocztowym, miastem –

dlatego to tak
czasochłonne.




Płyta


o następny blok z muralem

wielka płyta zaczyna mieć utwory

mieć okładki



Znaki czatu



Zdjęcia niezabezpieczone kliszą.

Rozmowy, które gwarantuje
kontrakt messendżerski.

Coraz częściej potrzebujemy profili,
żeby się zobaczyć
en face.



Wiersz bez pomysłu



Narzekania na model
podziału terytorialnego,
a przecież każdy by,

nie mając lepszego pomysłu,

albo w ogóle nie dzielił,
albo raz, a nagminnie
powołał powiaty

i województwa
na tym.



Logowanie



znakami towarowymi
zalogowano
oprócz produktów także sporo
widocznych miejsc

i odtąd o ten szyld
czy o ten biurowiec
wyglądają na markowe

i na podrobione bo firmy ze znaków

nie robiły ich



Przetwórczość


Supermarket. Kolejki do kas. Wózki,
które bez promocji stanieją o jeden złoty

czy dwa po odprowadzeniu. Zawierające
materiał na kupno. Zawsze tego wystarcza
na jednoczesne otrzymanie sprzedaży.

W bagażnikach zakupy, cięższe o paragon,
siatki i logo. Choćby z tego parkingu
ruszyć z chlebem dla kogoś. Z dóbr

uzyskać dobro.



Pokój


Każdy dom, który nad ranem zostaje
w mieszkaniu, może mieć najwyżej
funkcję przypominania się ciepłem.

Jedynym pokojem, z którego przytulności
można nie wychodzić, chodząc po świecie
jest pokój Chrystusa.


 
                                                                                                                                                                  Copyright Piotr Barański

Proza

Miniatury prozatorskie:

Piotr Barański

Węglarka

Mało węgla, duże wydobycie. To oferowała. Mało węgla, bo rysowała kilkoma pałeczkami i sztabkami, a ich ślady były mniejszością na tle bieli arkusza. Duże wydobycie, bo rysując twarz, wydobywała z niej wiele; pierwiastki, minerały z głębin wnętrza.
 
Pracowała na starówce. Raz, gdy ktoś mijał jej stoisko i zobaczył ją przed sztalugą, powiedział: a tu jakaś malarka... Śmiejąc się życzliwie, odpowiedziała: raczej węglarka. Jak zazwyczaj w przypadku takich stoisk, można tam było obejrzeć liczne prace artystki, głównie portrety - osób znanych i nieznanych - rysowane na żywo lub na podstawie fotografii. Zajmowała się tym od kilkudziesięciu lat, w różnych miastach i z różnym powodzeniem. Wśród rysunków był jej autoportret, jedyny obrazek nie na sprzedaż, co podkreślała.
 
W którejś z naszych rozmów powiedziała: panie Adamie, staram się lepiej władać arkuszem niż węglem, żeby w moich pracach była dobra biel, żeby ona dominowała. Ciągle uczę się, jak i gdzie zostawiać puste miejsca na papierze. Zapytałem od czego zaczyna tworzenie portretu. – Od spojrzenia w dal przy patrzeniu w oczy. Dopiero gdzieś tam jest twarz.
  Zachorowała i zaczęła przypominać cienie ze swoich rysunków. Biel z wnętrza świetnie przebijała się przez to. Dobrze pamiętam dzień, w którym zobaczyłem kilka osób znanych mi wcześniej z jej obrazków. I ich ubrania w kolorze węgla. I ten autoportret tam, gdzie przeważnie umieszcza się zdjęcie.

 

Piotr Barański

Poduszki

 
Trwała budowa muru z worków pełnych piasku. Z pewnej odległości przypominały mi białe poduszki. Miały w końcu podziałać nasennie – uśpić niebezpieczeństwo, uśpić koszmar powodzi.
   Wielu z naszej miejscowości pomagało służbom w tym umacnianiu brzegu. – Łukasz, podawaj tamtemu żołnierzowi – powiedział do mnie wójt, sam również noszący worki z piaskiem. Piekarz Antoni stwierdził, że są lżejsze od wypełnionych mąką w jego zakładzie. Prowadził znajdującą się w pobliżu rzeki piekarnię. Niski budynek z szyldem „Piekarnia Nad Rzeką” miał właśnie zagrożoną istotę swojej nazwy. Mógł przestać górować nad wodą.
  
Słowo „pod” brzmiało w tym czasie jakoś drażniąco, nawet wypowiadane w zupełnie zwyczajnych kontekstach. Oczywistym pytaniem było przecież: co znajdzie się pod wodą, jeśli dojdzie do przerwania umocnień. Słowo „pod” przywoływało to pytanie. Każda powódź od razu wiąże się z tym słowem i jest z nim zawsze do końca.
   
Telewizje pokazywały m. in. duże i małe miasta, w których powstały karykatury pejzażu weneckiego – ulice zamienione w brudne kanały wodne, bloki z wielkiej płyty wystające z mętnych rozlewisk, bliskie sytuacji zalania mosty westchnień sztabów kryzysowych. Częste były obrazy powodzi spowodowanych utratą kogoś albo dobytku  – sceny powodzi na twarzach.
   W nocy, kiedy fala miała do nas dotrzeć, znajdowaliśmy się na  wysokich piętrach naszych domów, byliśmy przygotowani do ewentualnej ewakuacji. Wielu albo wcale się nie położyło, albo co chwilę wstawało z łóżek lub dmuchanych materaców. Susza snów panowała na poduszkach.


Piotr Barański

Stado białych kruków

 
Przysiadało na długie godziny na trawniku w centrum miasta, obok chodnika, którym przez większość dnia chodzi tłum. Białobrody handlarz układał je na ceracie. Liczyło tylko ok. trzydziestu egzemplarzy, ale ze względu na unikatowość każdego z nich można chyba mówić o stadzie, nie stadku. W bezruchu i ciszy miało zdobywać pożywienie. Dla swojego hodowcy.

   
Pan Henryk, uliczny siwy handlarz sprzedawał białe kruki – głównie niespotykane w sklepach książki i winyle, nieraz z oryginalnymi podpisami pisarzy czy muzyków. Próbował w ten sposób choć trochę wzbić swoją mało skrzydlatą, niską emeryturę.
  
Kupiłem u niego kilka okazów. Zawsze przy pytaniu o cenę mówił: no wie pan, perełka… Faktycznie, ewentualne negocjacje nad białym krukiem brzmiałyby jak zwykłe, puste krakanie.
   
Nieraz długo czekał na zainteresowanie swoją kolekcją, na najkrótszy lot członka stada – od trawnika do wzroku przechodnia, raczącego kartkować książkę albo obracać okładkę płyty. Jeszcze dłużej na lot między stacjami: trawnik – kolekcja klienta.  Raz poradziłem mu, by nieco wyróżnił swoje stoisko, bo dopiero z bliska widać, czym w ogóle handluje. – Panie Marku, ale co ja tu mogę postawić? – Mam pewien pomysł, chyba coś przyniosę.
   Znałem kogoś, kto robi rekwizyty teatralne. Pomyślałem o przygotowaniu białego pióra o wysokości ok. jednego metra. Z obu stron umieszczony został napis „Białe kruki”. Wkrótce było gotowe. Pan Henryk oniemiał. Wbiliśmy to w ziemię przy jego ulicznym kramiku.
   
W naszej ostatniej rozmowie powiedział: no, jest poprawa, bardzo jestem wdzięczny. I chciał nawet dać mi za darmo coś białopiórego.
    Niedługo potem wprowadzono całkowity zakaz handlu na tym obszarze i nie wiem, gdzie teraz sprzedaje Pan Henryk. Trawa po jego stoisku przetarła się w kilku miejscach, a ja mam wrażenie, że ziemia ma specyficzny kolor w tych przetarciach.
    Jakby kruczej bieli.

Piotr Barański

Szklarze

 
Szyba, którą mróz wstawił nocą w ramę stawu została wybita bez kamienia. Bez rzutu czymkolwiek. Temperatura, wchodząc rano po stopniach, musiała to sprawić. Zobaczyłem w tym parku zgarbioną kobietę z naszej ulicy. Mijała pokruszone szkło stawu, pchała wózek z chrustem.
   Mieszkała w najmniejszym domu w dzielnicy, w starej prawie-ruderze na zarośniętej działce. Czasem, gdy budynek kulił się za zielskiem, nie było wiadomo, czy kobieta musi otwierać w nim okna, czy przewiew dają jej same szyby, może już niepełne. Zwykle po burzach i wichurach ktoś z sąsiadów pytał ją, czy nie potrzebuje przypadkiem wizyty szklarza. Parę razy go tam sprowadzaliśmy. Odpłatnie wyręczał wiatr w naprawieniu szkody – wiatr, o ile szyby nie pękały po prostu w szwach biedy.
   Opłacaliśmy też kilku innych potrzebnych fachowców; musieli stawać się geriatrami dla różnych narządów tego domu. Szklarz był u niej również niedawno, tej zimy. Wypełnił ramę nową przezroczystością, a potem okna uszczelnił. Chrust, który pani Aga zabrała z parku służył być może do ogrzewania; przynosiliśmy jej drewno, ale przywoziła też suche gałęzie z różnych miejsc, chyba na wszelki wypadek. Kit w oknach miał przecież być strażą graniczną, zatrzymującą ciepło na przejściu, a chłód za szlabanem.
   Karol, zostawiamy przy furtce, widziałem, jak pojechała – mówił do mnie sąsiad, nazywając pchanie wózka jazdą. Zawieszaliśmy na ogrodzeniu siatki z żywnością albo kładliśmy na chodniku. Pani Aga nie zawsze miała na „taczce” miejsce, by je zabrać. Przywoziła makulaturę, jakiś złom, puste butelki, żeby potem to dopchać do skupów. Nieraz musiała pewnie wyładować wózek i wrócić z nim spod domu po reklamówki. Nie we wszystkim pozwalała sobie pomóc.
   Przed jej ogrodzeniem znajdowały się duże, niewidzialne, ale całkiem nieprzezroczyste szyby. Zimni szklarze, którzy je umieścili, chcieli nie zauważać tego domu. I chociaż stało się to w ich myślach, było obecne w tym miejscu. Przechodziliśmy przez to szkło, podchodząc do furtki i ono chyba się nie tłukło. Zbiłoby się, gdyby temperatura w ich wnętrzach zaczęła wchodzić po stopniach.



Piotr Barański

Tkanka śnieżna


Przed snem długo patrzyłem przez okno. Szyba transmitowała wyścig płatków śniegu, oświetlony latarniami. Było w nim zbyt gęsto od uczestników, by kibicować konkretnemu. – Krzyś, do łóżka. Położyłem się więc, ale chciałem spać jak najkrócej, szybko móc wrócić do tego obrazu.
   Obudziłem się tuż po szóstej i zaraz odsunąłem zasłony. Było już po wyścigu, choć jeszcze kilka płatków docierało do mety. Na chodniku zobaczyłem ciąg śladów obuwia. Buty nie przebiły tkanki śnieżnej, nocą usypanego miastu nabłonka.
   Te ślady to był zapis; fragment dziennika pisanego przez czyjeś stopy na mokrym, grubym arkuszu. Sprawozdanie z chodu, bez słów, pełne spacji i tropów. Po dwóch godzinach ulica wysyłała do okna widok sterty takich sprawozdań. Tropy nałożyły się na siebie i już nie można było ich podjąć, nawet tych, które były na wierzchu.
   Potem płatki znowu tłumnie emigrowały z chmur, a ziemia przyjmowała w całości ten napływ. Około czternastej śnieg ponownie gotowy był służyć jako czysty notes dla stóp. Te szczególne pamiętnikarki odnotowują to, co robią, gdy tylko mają możliwość, nie dodając przy tym żadnego komentarza. Piszą dziennik w samym trakcie wydarzeń. Potrzebny im piasek, mokra ziemia albo właśnie śnieg, chyba że na innych powierzchniach korzystają z atramentu błota. A może notują bez przerwy, z każdym krokiem, lecz przeważnie niewidzialnie – i dają o tym czasem znać przez liść czy kamyk, leżące w danym miejscu, przeniesione na podeszwie i oznaczające w zapiskach po prostu ten fakt? I powstają dzienniki kroków, diariusze, których tylko śladowa ilość nam się ujawnia, po czym niknie.
   Następnego dnia pojechaliśmy do rodziny na wieś. Parę zabudowań, kilka pól w pobliżu lasu. Tutaj pomieściło się jeszcze więcej śniegu niż w mieście. Wiele sprawozdań z chodu odcisnęły nóżki kur.
   Po południu był kulig. Opatuleni kocem sunęliśmy leśną drogą na polanę. Sanie nie używały spacji w swoim dzienniku, a i tak spacji było mnóstwo między śladami płoz. Wysiedliśmy na polanie i szliśmy w stronę rozpalanego ogniska. Śnieg trzeszczał i chrzęścił tak jak tkanka chrzęstna.
   Wieczorem opisałem ten czas szczegółowo na kartce, która później wyparowała, która miała nie topnieć.                    

Piotr Barański

Herbata z korzeniami

Mieszkańcy czterech bloków wydeptali tę ścieżkę. Dosyć szeroka, biegnie pomiędzy strefą drzew a tym, co zostało z trawy; dalej znajduje się chodnik, dłuższa droga do domu. Mniej więcej dwa lata temu zauważyłem przy ścieżce torebkę zaparzonej herbaty. Wyróżniała się wśród śmieci z przewagą petów. Ten widok powtarzał się – co jakiś czas na ziemi zużyty od wrzątku woreczek, połączony z metką producenta. Dostrzegałem to o każdej porze – zimą, gdy dodaje się miodu i imbiru do herbaty, latem, gdy wzrasta ochota na ice tea, wiosną, która sama pachnie jak dobry napar i jesienią, kiedy drzewa stają się herbaciane. Te, które rosną przy ścieżce to prawdopodobnie niewycięty fragment lasu, tu przecież miasto graniczy z lasem.
   Po dłuższym czasie zauważyłem, że wszystkie te torebki pojawiały się tylko przy drzewach, których korzenie wystawały z ziemi. Nadal nie wiedziałem, kto pił herbatę w tych miejscach. Niedawno, przechodząc tą ścieżką o nietypowej dla mnie godzinie, usłyszałem w niedoskonałym akcencie: dzień dobry, panie Wiktorze. Mieszkający w moim bloku od ponad dwóch lat obcokrajowiec witał mnie, stojąc przy drzewie. W ręce trzymał kubek, blisko pnia znajdował się niewielki termos. Nie umiałem zapamiętać imienia sąsiada, odpowiedziałem mu więc tylko dniem dobrym, powszednim życzeniem w mianowniku. Pan poczeka, ja też wracam – powiedział i wylał z kubka niewielką ilość esencji na ziemię. Zacząłem temat, mówiąc o intrygujących mnie torebkach przy ścieżce, o tym, że nie spodziewałem się tego, kto je pozostawia. Dobrze posługiwał się naszym językiem, przebywał w naszym kraju od czasu studiów. Odpowiedział: uzna mnie pan za obłąkanego, ale, tak, przychodzę tu wypić herbatę, patrzę na wystające korzenie i wyobrażam sobie, że piję ją z moimi korzeniami, z tym wszystkim, z czego się wziąłem. Potrzebuję tego. Na koniec dzielę się naparem z drzewem, niech łyknie przez korzenie. Musiałem nie zauważać, że wypadały mi torebki, posprzątam, jeżeli trzeba.
   Kilka dni temu jechałem z nim windą. W przezroczystej reklamówce trzymałem kupione cytryny. Bez żadnej ironii powiedziałem: proszę wziąć jedną, może wrzuci pan sobie plaster do herbaty – choć to niezdrowe – gdy będzie pan szedł napić się przy drzewie. Odparł: dziękuję, ale sam pan wie, jak łatwo coś upuszczam i zostawiam.

Piotr Barański

Ucho
 
Zawsze widziałem w znaku zapytania ucho. Wystarczyło zobaczyć: "?". Ucho wyczekujące odpowiedzi. Ucho nad kropką. W kropce, czyli w punkcie, dostrzegałem zaś znak odpowiedzi. Szczególnie tej, która trafia w punkt. Kropka potwierdza przecież  odpowiedź, a trafną pieczętuje.
   Z czasem pytajnik zaczął mi się nawet jawić jako ucho z kolczykiem, właściwie z linką kolczyka. Kropka pełniła rolę perły w tym skojarzeniu. Wiązałem ją w końcu z odpowiedzią, to znaczy z czymś cennym. Nie zawsze jednak koniecznym, chwała Bogu.
   Widziałem od razu, że w znaku zapytania, pomiędzy linką kolczyka a kosztownością (kropką) istnieje rozstęp. Tak jakby ucho próbowało dosięgnąć brylantu. Szczelina. O jej wielkości decyduje charakter pisma lub czcionka; zawsze jednak to graficznie niewielka luka, jakby niewypowiedziane oczekiwanie, by taka była również faktycznie. Rzeczywista odległość od pytania do odpowiedzi bywa przecież niemała. Tak jak zresztą dystans pomiędzy słuchem a usłyszeniem.
   Znak zapytania widziałem więc jako ucho przekłute. Przygotowane na kolczyk, choć nie zawsze gotowe. Ale czy kolczyk będzie perłą? Czy linka zawsze się z czymś złączy? Czy pojawi się po prostu odpowiedź? Ucho przedziurawione… By odpowiedź można było nosić.
   Filip będzie pytał – nieraz słyszałem od jednej nauczycielki w podstawówce. Podobno nadstawiałem uszu, zanim wypowiedziałem pytanie. Ucho zaczęło więc uczestniczyć w odruchu. I słyszeć nieraz odruchowe odpowiedzi.
   Jeszcze później, nie tylko widziałem w pytajniku ucho przyszykowane do noszenia biżuterii, zacząłem też dostrzegać oblicza pytań. Jeżeli było już ucho, to musiało być i oblicze. I tak rozróżniałem twarze pytań: saute i umalowane, szlachetne i wykolejone, młode i pomarszczone etc.
   Te wszystkie oblicza miały jednak ucho tylko z jednej strony i wydaje się, że niektóre z nich to twarze van Goghów, facjaty pytań oszalałych. A te zdrowe może po prostu kryją drugie ucho, chroniąc je przed mrozem lub nami.


 





                                                                                                                                                            Copyright Piotr Barański

Kontakt

Adres do kontaktu: piotr.baranski.kontakt@gmail.com


35675
teksty piosenek pisanie tekstów piosenek pisanie piosenek autor tekstów poezja poeta wiersze proza